piątek, 31 października 2014

trzy słowa o diable


Wybaczcie, ale zapomniałem podać, że poniższy tekst to cytat:

"Bezkontekstowa wiara w diabła jak i strach przed demonami nie mają żadnego uzasadnienia. 

Diabeł nie może być też nigdy powodem usprawiedliwienia dla błądzącej ludzkiej wolności. Nie może on bowiem wpływać na osobową i etyczną samodzielność człowieka. 

Człowiek powinien o wiele bardziej strzec się samego siebie, aby nie utracić darowanej mu przez Chrystusa wolności a zatem i panowania nad samym sobą w Duchu Świętym."

Gerhard Ludwig Kard. Müller


Źródło: Gerhard Ludwig Müller, Katholische Dogmatik, Freiburg i. Br. 2005, 124.  

sobota, 20 września 2014

Jedno zdanie o zmartwychwstaniu Jezusa


"Ani wydarzenie zmartwychwstania, które w swej istocie jest realizacją osobowej relacji Ojca do Syna, który stał się człowiekiem, w Duchu świętym, ani objawienia się Chrystusa wobec uczniów po zmartwychwstaniu nie były w dźwięku i obrazie nagrywalne za pomocą kamery filmowej."

Gerhard Ludwig Kard. Müller

_____

Cytat oryginalny: "Eine laufende Filmkamera hätte weder das Auferstehungsereignis, das im Kern der Vollzug der personalen Relation des Vaters zum menschgewordenen Sohn im Heiligen Geist ist, noch die Ostererscheinungen Jesu vor seinen Jüngern in Bild und Ton festhalten können." 

Źródło: Gerhard Ludwig Müller, Katholische Dogmatik, Freiburg i. Br. 2005, 300. 

środa, 9 lipca 2014

ZA czy PRZECIW?

W pewnych kwestiach wymaga się zdecydowania - postawy "albo-albo". I nie mam tu na myśli moralnych dylematów czy sytuacji, w których stosowny byłby ewangeliczny radykalizm czy apokaliptyczna postawa: "Obyś był zimny albo gorący!"
Chodzi raczej o jakieś prymitywne przekonanie, że rzeczywistość jest czarno-biała, że "prawdziwy" katolik może tylko w jeden sposób być katolikiem...

Tak ma się często rzecz w kwestii liturgii klasycznej. Jesteś za, czy przeciw starej mszy? Bo jak nie za bardzo wiesz, o co chodzi i nie popierasz, to jesteś przeciwinikiem tradycji, więc właściwie wrogiem Kościoła... ty posoborowy sprotestantyzowany modernisto!

Za czy Przeciw? Długo broniłem miłośników starej Mszy. Nadal bronię tych rozsądnych, bo inicjatywa Benedykta XVI, by uwolnić wcześniejszą formę liturgii wydaje się być bardzo dobrym pomysłem. Jest przykładem otwarcia. Dowodzi, że jednak w Kościele nie musi być wszystko takie samo i jednolite. Pokazuje, że nie należy mylić jedności z jednolitością. Że jedną wiarę można wyznawać na tak różne sposoby. Ukazuje wkońcu niebywałe bogactwo Kościoła.

Szybko jednak pojawiło się u wielu dziwne przekonanie, że "stara liturgia to ta prawdziwa, a nowa to jakaś bałwochwalcza pomyłka masońskiego Soboru". Kiedyś czytałem taki oto komentarz dotyczący starej i odnowionej Mszy św. w internecie: "Próbowałem starego wina i próbowałem nowego wina. Stare jest po prostu lepsze."

Przykład powyższy ilustruje to, co chcę powiedzieć: wokół "Summorum pontificum" rozlała się trucizna - trucizna wartościowania. Sutanna jest lepsza od koszuli z koloratką. Msza św. versus Deum jest lepsza od takiej versum populum. Łacina jest lepsza od języka narodowego. Jakże często słyszę lub czytam dzisiaj wartościujące zestawienia: "Papież Benedykt" versus "Franio" lub "Msza św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego" versus "NOM"... Coś tu jest nie tak.

Czasami księża a nawet biskupi, którzy latem nie ubierają sutanny a jedynie garnitur i koloratkę, nazywani są modernistami (!?). Przecież to jest oficjalny strój kapłański obowiązujący w Polsce (por. can. 284 KPK).

Jeśli spotkanie na ulicy kapłana w sutannie jest dla ciebie niezwykłym świadectwem - podziel się z innymi tym, jak takie przykłady cię umacniają. Ale nie pluj na kapłanów, którzy tego nie potrafią lub mają inne przyzwyczajenia i racje.

Jeśli Msza św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego jest dla ciebie niezwykłym przeżyciem wiary - opowiedz o tym innym - podziel się wiarą, która przecież rodzi się ze słuchania. Ale nie pluj na liturgię odnowioną, która być może jest najświętszym obszarem dla wielu innych ludzi, którzy innych form nie znają.

Jeśli łacina sprawia, że czujesz się również zewnętrznie włączony w jeden i święty Kościół powszechny - dziel się tym przeżyciem i skarbem. Ale nie pluj na tych, którzy urodzili się w Kościele języka narodowego i nie rozumieją wartości łaciny. Ona nie jest do zbawienia koniecznie potrzebna.

Jeśli wkońcu Msza św. versus Deum jest dla Ciebie odpowiedniejszą formą modlitwy, pielęgnuj to w twojej wspólnocie, bo to przecież dobra rzecz. Opowiadaj, jak wiele to dla ciebie znaczy. Ale nie głoś, że Msze święte versus populum są niegodziwe. Nie mieszaj ludziom w głowie.

Jestem świadomy nadużyć w liturgii. Zależy mi na tym, by kult sprawowany był w naszym Kościele godnie i pięknie. Ale do tego nie ma tylko jednej słusznej drogi - jest ich więcej.
Jestem przekonany, że główny problem nie leży w formie rytu, ale w wierności kapłana i jakości celebracji.




wtorek, 8 lipca 2014

7 lat Summorum Pontificum

7 lipca 2007 roku papież Benedykt XVI ogłosił Motu proprio "Summorum Pontificum".
Znani donoszą z tej okazji i przypominają, że:

"jeśli zaś chodzi o używanie Mszału z roku 1962 jako forma extraordinaria liturgii Mszy, chciałbym zwrócić uwagę na to, że ten Mszał nie został nigdy prawnie zniesiony i w konsekwencji, co do zasady, był zawsze dozwolony..."

To jest dość wątpliwe, nawet jeśli słowa te pochodzą od samego papieża. Otóż Mszał owy został zniesiony, bo został zastąpiony Mszałem z roku 1970. Nie został zakazany, ale został zniesiony, dosłownie: zastąpiony. Gdyby tak nie było, to równie dobrze można by Mszę św. odprawiać wedle jeszcze wcześniejszych wydań Mszału, np. tzw. Mszału Kurii Rzymskiej z 1474 roku. Bo czemu nie?

W letnich miesiącach można zaobserwować, że niektórzy kapłani w czasie letnich obozów i wyjazdów dla dzieci i młodzieży nad ranem sprawują Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego (dla chętnych) oraz wieczorem Mszę św. w zwyczajnej formie rytu rzymskiego (już pewnie dla wszystkich). Ciekawi mnie, jak to się ma do can. 905 KPK, wedle którego tylko w duszpastersko wyjątkowych okolicznościach dozwolone jest sprawowanie więcej niż jednej Mszy św. w ciągu dnia. Czy stoją za tym jakieś szczególne racje lub przywileje?

W przypadku Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego można czasem odnieść wrażenie, że niektórzy kapłani czynią sobie z Mszy św. rodzaj prywatnej pobożności. To nie jest dobry znak.

sobota, 17 maja 2014

Notatki o Jezusie


Kim był Jezus z Nazaretu? Kim był Jezus Chrystus?

Wbrew temu, co zwykle bierzemy za oczywistość, są to dwa różne pytania. W pierwszym chodzi o Jezusa jako postać historyczną - wszystko zatem, co da się powiedzieć o Jezusie w zgodzie z metodą historyczną. W drugim chodzi o Jezusa, którego spotkali, doświadczyli i przeżyli jego pierwsi zwolennicy.

W XVIII wieku powstało pojęcie "Jezus historyczny". Chodziło o naukową próbę pokazania, co w sensie historycznym można powiedzieć o Jezusie. Rozróżniano między "Jezusem historii, Jezusem sprzed Zmartwychwstania" oraz "Jezusem Chrystusem, Jezusem wiary, po Zmartwychwstaniu".
To rozróżnienie się zrelatywizowało i dzisiaj chodzi bardziej o "jedność fenomenu Chrystusa" (niem. Christusgeschehen, Christusereignis; ang. Christ event).

Ciekawym odkryciem tych naukowych zabiegów jest fakt, że Jezus był bardzo tradycyjnym żydem, a rodzina, w której dorastał, była wręcz konserwatywna. Przykładowym potwierdzeniem tego faktu są imiona w jego rodzinie (Ebner). Ojciec i Matka noszą imiona związane z wielkimi historycznymi wydarzeniami (wyjście z Egiptu: Miriam; dwanaście pokoleń Izraela: Józef). Także bracia Jezusa noszą takie imiona: Jakub, Józef, Juda i Szymon (por. Mk 6, 3).

Jezus jest więc wpisany w Judaizm swojego czasu. Błędnym wydają się bardzo powszechne przekonania, że Jezus był nastawiony antyjudaistycznie, że chciał Judaizm przezwyciężyć. Jezus chciał Judaizm odnowić, ale nie obalić. Konsekwencją tych odkryć jest zajmowanie się historią i kulturą Judaizmu. Bogate źródła z okresu od 200 roku przed Chr. do 100 roku po Chr. oddają obraz świata, w którym Jezus się urodził, wychował, żył, działał i zmarł. Co ciekawe, tego malutkiego obszaru swego życia i działalności nigdy za życia nie opuścił.



niedziela, 27 kwietnia 2014

co tam w świecie...

Wszystkiego dobrego z okazji Wielkiej Nocy. Dziś akurat domyka się oktawa, zdążyłem więc z życzeniami.
Życzę wszystkim zmartwychwstawania, zwłaszcza we wszystkich gnębiących nas sprawach.

Ostatnimi czasy się tu nie pojawiałem. W tych ostatnich tygodniach udało mi się jednak kilka spraw:

- Oddałem moją pracę dyplomową - o cichych modlitwach kapłana w czasie Mszy świętej. Opisałem w niej historię i przyczyny pojawienia się w liturgii mszalnej tekstów cichych. Główną część pracy stanowi porównanie tekstów z Mszy św. sprzed reformy liturgicznej z tekstami obecnie obowiązującymi. W trzeciej części chodzi o próbę odpowiedzi na pytanie, na ile te teksty są impulsem duchowości kapłańskiej. Praca jest niestety napisana po niemiecku. Jakby pomimo tego faktu ktoś był zainteresowany, chętnie prześlę PDF.

- Byłem tydzień w Schoenstatt na rekolekcjach w milczeniu. Prowadził je sam nasz generał o. Heinrich Walter. Niezwykły czas, cudowna okolica a do tego piękna pogoda. Jak to nasz założyciel mówił: Tym, czym codziennie jest medytacja (pół godziny) i w miesiącu dzień skupienia (przynajmniej pół dnia) są w skali roku rekolekcje (przynajmniej 5 dni).

- W miniony weekend odbyło się u nas w Monachium spotkanie dla zainteresowanych naszą wspólnotą oraz szukających swego miejsca w świecie. Przybył co prawda tylko jeden człowiek, ale za to Szwajcar. Powołania w tym kraju to szczególne zjawisko. Spędziliśmy całą sobotę w górach, niemal padłem trupem...




Dziś więc jak widać naukowych wynurzeń nie będzie. Z okazji dzisiejszej uroczystości kanonizacyjnych poleca się mój wcześniejszy tekst o Janie XXIII.
Na początku czerwca mam spore egzaminy, więc muszę się uczyć. Jak napotkam coś ciekawego - dam znać.

Pozdrowienia / Przemek



środa, 12 lutego 2014

o modlitwach okadzenia w mszy klasycznej


W nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego obrzędy ofiarowania są bardziej rozbudowane niż w formie zwyczajnej. Z jedenastu tekstów stałych w mszach uroczystych w czasie ofiarowania pozostało po reformie jedynie pięć (a trzy z nich to zupełnie nowe kompozycje).

W mszach uroczystych obrzędowi okadzenia towarzyszą cztery ciche modlitwy kapłana.

W starej liturgii rzymskiej znane było kadzidło, ale jedynie w nieruchomo stojących naczyniach. Okadzanie za pomocą trybularza zawdzięczamy liturgii frankijskiej. Jako pierwszy wspomina o tym Amalarius, liturgista i biskup Trewiru w latach 809 - 814. Już w 10 wieku można znaleźć w sakramentarzach wszystkie cztery modlitwy, które dzisiaj obowiązują.

Trojaką funkcję spełnia zwyczaj okadzania: oczyszczającą, uświęcającą oraz chwalebną. Ta trzecia funkcja wydaje się dziś być na pierwszym miejscu - wszystkiemu bowiem, co święte należy się chwała i cześć. Ciekawostką historyczną jest fakt, że w wiekach średnich kadzidło bywało widziane jako szczególna ofiara dla Boga, w której - podobnie jak w Komuni świętej - chciano mieć osobisty udział.
Kolejną ciekawostkę przynoszą nam świadectwa z liturgii zachodniosyryjskiej, gdzie mowa jest o potrójnym charakterze ofiary we mszy św.: ofiara Melchizedeka (chleb i wino), Aarona (kadzidło) oraz ofiara Jezusa Chrystusa. W istocie jednak jest tylko jedna ofiara - Ofiara Jezusa Chrystua. Kadzidło jest więc jedynie dodatkiem, nie odrębną ofiarą dla Boga.

Pierwsza modlitwa towarzyszy błogosławieństwu kadzidła:



Per intercessionem beati Michaelis Archangeli,
stantis a dextris altaris incensi, et omnium electorum suorum, incensum istud dignetur Dominus benedicere, et in odorem suavitatis accipere.
Per Christum Dominum nostrum. Amen.


Przez wstawiennictwo świętego Michała Archanioła, stojącego po prawej stronie ołtarza kadzenia, oraz wszystkich jego wybranych, niech Pan pobłogosławi to kadzidło i raczy je przyjąć jako miłą sobie woń. 
Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.


Ta modlitwa to prośba o błogosławieństwo i o przyjęcie tego daru. Michał Archanioł w tym tekście to jednak Archanioł Gabriel. W scenie obietnicy narodzin Jana Chrzciciela Zachariaszowi ukazuje się Archanioł Gabriel, który się sam tak przedstawia (por. Łk 1, 19). W średniowiecznych mszałach można znaleźć jeszcze w tej modlitwie Gabriela. Michał wypiera go jednak zupełnie. Pewnie ze względu na swoją popularność wśród ludzi. Podobnie ma się rzecz z aniołem, który w Apokalipsie trzyma złotą kadzielnicę (por. Ap 8, 3). On również został rozpoznany jako Michał Archanioł. 

Okadzeniu darów towarzyszy druga modlitwa: 



Incensum istud a te benedictum ascendat ad te, 
Domine: et descendat super nos misericordia tua.


To kadzidło, które pobłogosławiłeś Panie, niech się wznosi ku Tobie, a na nas niech zstąpi Twoje miłosierdzie.



Dwuwymiarowa teologia ofiary zilustrowana jest w tej modlitwie. Prośba o przyjęcie daru przedstawia wymiar anabatyczny (kultyczny, wznoszący się). Miłosierdzie, które ma zstąpić na nas, przedstawia wymiar katabatyczny (uświęcający, zstępujący). W liturgii można to również obserwować, gdy unoszące się obłoki kadzidła po mału opadają ponownie ku ziemi. 


Przy okadzaniu ołtarza kapłan odmawia trzecią modlitwę: 




Dirigatur, Domine, oratio mea, sicut incensum,
in conspectu tuo: elevatio manuum mearum sacrificium vespertinum. Pone, Domine, custodiam
ori meo, et ostium circumstantiae labiis meis:
ut non declinet cor meum in verba malitiae,
ad excusandas excusationes in peccatis.


Niech jak kadzidło wznosi się moja modlitwa, ku Tobie Panie. Niech uniesione dłonie moje będą jak wieczorna ofiara. Postaw, Panie, straż na ustach moich, i wartę przy bramie moich warg. Niech nie skłania się serce moje ku złej sprawie, i nie szuka usprawiedliwienia dla grzechu.

Jest to fragment z Psalmu 140. Widać w tej modlitwie relację, jaka zachodzi między ofiarą kadzielną a ofiarą modlitwy. Oczywiście kadzidło przystoi wpierw darom ofiarnym chleba i wina, które stają się ciałem i krwią pańską, ale jest również symbolem modlitwy każdego, który uczestniczy w eucharystycznej ofierze.  


Oddając trybularz kapłan modli się słowami czwartej modlitwy: 


Accendat in nobis Dominus ignem sui amoris et flammam aeternae caritatis. Amen.


Niech Pan rozpali w nas ogień swej miłości i płomień wiecznego oddania. Amen.

Piękna i krótka prośba o dar Bożej miłości i samopoświęcenia. 


Szkoda, że po reformie liturgicznej modlitwy te zniknęły z mszy świętej. Mogłyby i dzisiaj pogłębiać zrozumienie znaczenia i używania kadzidła.